Hmmm... Ja nosiłam swoje szczęście od około 2. tygodnia, ale bardzo mało i na początku w kołysce, ze względu na brak ucisku na brzuch. Potem wiązałam w kieszonkę, ale niestety dało się to odczuć, bo "rwało" mnie w okolicach blizny. Dopiero jak młoda główkę zaczęła trzymać i przerzuciłyśmy się na koalę, to było całkiem wygodnie No ale może takiego miałam pecha, że mi się długo rana goiła, bo dość boleśnie ją odczuwałam jeszcze w piątym miesiącu.

Na koniec dodam, że żadne niedogodności nie zniechęciły mnie do noszenia i polecam chusty każdemu, chociaż sama niewiele jeszcze o nich wiem. Uważam że niezależnie od wszystkiego warto chociaż spróbować...

The End